– Myślę, że to jest po prostu odpowiedzialność. Dziś świadomość wagi pierwszej pomocy jest duża. Wszyscy zdaliśmy sobie sprawę, że mając pewną wiedzę i umiejętności, możemy dać komuś szansę na życie. Kierownicy MKS-u stykają się codziennie z dziesiątkami, jeśli nie setkami ludzi. W każdej chwili któremuś z nich coś może się przydarzyć. Trudno sobie wyobrazić, aby kierowca stał i bezradnie patrzył – nie kryje Robert Bierzyński, inspektor ds. BHP w MKS Mielec. – Ta wiedza może się też przydać w prywatnym życiu. Wielu z nas ma starszych rodziców, bywa świadkami wypadków. Dlaczego biernie się przyglądać, gdy można pomóc? – dodaje. Prezes MKS Ewa Garncarz uważa, że w jej opinii to element rozwoju przedsiębiorstwa: – W tej chwili w naszej firmie wszyscy pracownicy, którzy mają kontakt z pasażerami są przeszkoleni w zakresie udzielania pierwszej pomocy – akcentuje.
– Postawa pracodawców robi wrażenie. Wiemy, że nie wszyscy z nich są zobligowani prawnie, aby takie kursy zapewnić, ale czują się w moralnym obowiązku to zrobić. My, jako instruktorzy, ale przede wszystkim jako ratownicy i dyspozytorzy medyczni, bardzo się cieszymy, zwłaszcza, że zbliża się lato. Upał to kłopoty z ciśnieniem, sercem, odwodnieniem, udarem cieplnym. Wszystko to niestety sprzyja gwałtownym załamaniom stanu zdrowia. To czas wzmożonych podróży, więc i wypadków. Im więcej ludzi wie, co robić w razie zatrzymania krążenia u chorego, tym większą szansę ma pacjent na przeżycie – mówi rat. med. Wojciech Idzior, kierownik Szkoły Ratownictwa Medycznego przy mieleckim pogotowiu.













