Od kilkunastu tygodni obserwujemy narastający konflikt Rosji z Ukrainą. Rosyjskie wojska wkroczyły na tereny wschodniej Ukrainy okupowane przez separatystów. W poniedziałek Władimir Putin uznał niepodległość dwóch “republik ludowych” w Donbasie. We wtorek natomiast Prezydent Rosji zażądał zdemilitaryzowania Ukrainy oraz by ta zrezygnowała z planów wstąpienia do NATO. Napięcia się potęgują, widać też prowokacje ze strony Rosji, a USA i UE zapowiadają sankcje gospodarcze.
Źródło konfliktu
Konflikt trwa od 2014 roku, kiedy ukraiński Prezydent Wiktor Janukowycz uciekł do Rosji, po tym jak nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z UE, a w Ukrainie doszło do starć antyrządowych demonstrantów z ukraińskimi siłami bezpieczeństwa. Na Krymie i w Donbasie postały grupy chcące bliższych relacji z Rosją, ale okazało się, że są to rosyjscy żołnierze. Rozpisano referendum, z którego wynikało, że mieszkańcy chcą przyłączenia Krymu do Rosji i uznano niepodległość Krymu i jego włączenie do Rosji. Ukraina w odpowiedzi na ogłoszenie Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej przeprowadziła operację antyterrorystyczną przeciwko prorosyjskim separatystom. UE, USA i Kanada nałożyły na Rosję sankcje.
Konflikt na wschodniej Ukrainie jest wojną hybrydową – nie jest ona wprost ogłoszona, a Rosja zaprzecza agresji i prowadzi propagandę w mediach, przestawiając obraz sytuacji niezgodny z prawdziwymi wydarzeniami.
Rosja chce powiększyć swoją strefę wpływów, a sytuacja nie daje szans na szybkie rozwiązanie konfliktu.

















